82% pracodawców przyznaje się, że nie ma wiedzy dotyczącej cyberzagrożeń. 1 na 36 urządzeń mobilnych ma zainstalowane “podejrzane” aplikacje. W 2019 roku pojawiło się o 11% naruszeń cyberbezpieczeństwa więcej, niż w 2018 roku. Jeszcze więcej - bo o 67% - w porównaniu do 2014 roku. Oznacza to, że w przypadku zmiany lub poszerzenia asortymentu nie trzeba przejmować się żadnymi formalnościami. Warto przy tym pamiętać o możliwościach, jakie daje prowadzenie sklepu w dropshippingu. Zdecydowanie łatwiej jest odpowiedzieć na pytanie, czego nie można sprzedawać bez rejestrowania działalności gospodarczej. Odpowiedź brzmi: Zależy to od tego, co próbujesz osiągnąć, od Twojej kreatywności, determinacji i czasu, jaki jesteś w stanie przeznaczyć na dodatkowe zarabianie przez Internet. Oto 15 legalnych i bezpiecznych sposobów na zarabianie w Internecie bez żadnych inwestycji: Uwaga: Niektóre z linków w tym artykule, to linki partnerskie. Vay Tiền Nhanh. Artykuły z cyklu „Nauka i sztuka” Studenci i absolwenci Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego przygotowali pod kierunkiem dr hab. prof. UŚ Katarzyny Grzybczyk poradnik dla wszystkich, którzy chcą publikować zdjęcia, wypowiedzi czy filmiki w przestrzeni internetowej. W prosty sposób, posługując się licznymi praktycznymi przykładami, prawnicy wyjaśniają, jak prowadzić blog, kręcić vlog czy zostać instagramowiczem bez naruszania cudzych praw autorskich. Książka pt. „Czego nie wolno robić w internecie. Poradnik dla blogerów, vlogerów, gamerów i instagramowiczów” pod redakcją prof. Katarzyny Grzybczyk ukazała się w 2017 roku nakładem wydawnictwa Diffin. Pomysł na przygotowanie poradnika dla osób korzystających z internetu zrodził się podczas spotkań członków Koła Naukowego Prawa Własności Intelektualnej UŚ. Studenci, a dziś także absolwenci Wydziału Prawa i Administracji, zainteresowani zagadnieniami związanymi z prawem autorskim, prowadzili warsztaty, konferencje naukowe, a także spotkania z uczniami w wielu szkołach. – Rozmawiając z młodymi ludźmi, słyszeliśmy często, że na rynku brakuje publikacji, które w możliwie jasny sposób odpowiadałyby na pytania, co można, a czego nie należy robić w internecie – mówi mgr Natalia Święch-Czech, współautorka poradnika, absolwentka prawa. – Dlatego podjęliśmy decyzję, że wspólnie przygotujemy taką książkę pod czujnym okiem pani profesor Katarzyny Grzybczyk, opiekunki naszego koła – dodaje. Autorzy publikacji opracowali poszczególne tematy zgodnie ze swoją specjalizacją. Prawnicy postanowili przede wszystkim rozprawić się z mitami, które panują wśród użytkowników internetu, a dotyczą zagadnień z zakresu ochrony poszczególnych praw własności intelektualnej. – Jedno z takich przekonań dotyczy wykorzystania fragmentów utworów muzycznych. Część uczniów, z którymi rozmawialiśmy, była przekonana, że jeśli udostępni np. trzysekundowy fragment nagrania na swoim blogu lub w opublikowanym filmiku, nie naruszy zapisów prawa autorskiego – opowiada mgr Bartosz Pudo, doktorant z WPiA. – Tymczasem nie ma znaczenia, czy wykorzystamy kilkusekundowy fragment, czy cały utwór – jako główny element naszego dzieła lub jako jego muzyczne tło. Jeśli nie opłaciliśmy licencji na korzystanie z konkretnego utworu w ściśle określonym celu, nie możemy go upublicznić – komentuje. Jednym z najpopularniejszych działań w sieci jest również udostępnianie linków do różnych materiałów na swoich stronach, blogach czy profilach w serwisach społecznościowych. W tym przypadku podstawą, jak wyjaśnia mgr Łukasz Maryniak, doktorant z WPiA, jest sprawdzenie, czy materiał ten pochodzi z legalnego źródła – Śledziłem z uwagą różne prawne rozstrzygnięcia dotyczące tej kwestii i muszę przyznać, że jest to jedno z bardziej zaskakujących zagadnień. Otóż okazało się, że udostępniając link do filmu lub utworu opublikowanego przez innego użytkownika nielegalnie, także mogę zostać pociągnięty do odpowiedzialności za naruszenie cudzych praw autorskich. To nie jest fikcja, takie rozprawy sądowe się odbywały – komentuje autor artykułu dotyczącego ściągania i publikowania plików w internecie. – Jak jednak mamy każdorazowo, przed kliknięciem, sprawdzać legalność źródła? To jedna z nierozwiązanych zagadek przepisów dotyczących prawa autorskiego w sieci – dodaje. Czytając poradnik, możemy dowiedzieć się też, dlaczego recenzja produktu czy wpisy na blogu są chronione prawem autorskim i dlaczego memy, pranki oraz przepisy kulinarne takiej ochronie już nie podlegają. O tym, co jest przedmiotem prawa autorskiego, pisze w książce mgr Karolina Rybak, doktorantka WPiA. Z kolei Alicja Przybyło, studentka III roku prawa, wyjaśnia znaczenie noty copyrightowej będącej informacją o zastrzeżeniu praw autorskich. W swym artykule nie tylko pokazuje, jaki jest poprawny zapis noty, lecz również tłumaczy, w jakich warunkach może być wiążąca. – Opracowując ten temat, przejrzałam kilkaset polskich i zagranicznych blogów. Okazało się, że stosowanie słynnego symbolu © jest niezwykle popularne, mało kto jednak wie, że w praktyce nie ma ona większego znaczenia. Odnoszę wrażenie, że chodzi raczej o aspekt psychologiczny – jakby autor wpisów mówił czytelnikowi: Uważaj! Jestem świadomy swoich praw autorskich! Warto wiedzieć, że użycie symbolu nie jest wystarczającym warunkiem zastrzeżenia praw autorskich danej publikacji – wyjaśnia studentka. Przedmiotem zainteresowań autorów publikacji była także moda. Mgr Maryla Bywalec i mgr Weronika Bednarska, absolwentki WPiA, opracowały tematykę związaną z projektowaniem ubrań. – Większość projektów nie jest chroniona prawem autorskim, tak jak nie są nim objęte pomysły. Znany był jednak przypadek, gdy jeden z projektantów mody, Jeremy Scott, wykorzystał w projekcie sukienki, w której wystąpiła Katy Perry, zdjęcie graffiti ulicznego artysty o pseudonimie RIME – mówi mgr Maryla Bywalec. Po lewej: zdjęcie graffiti pt. „Vandal Eyes”, których autorem jest RIME (źródło: po prawej: suknia projektu Jeremy’ego Scotta (źródło: Podane przykłady pochodzą z prezentowanej publikacji. Chociaż wspomniane „Vandal Eyes” zostało nielegalnie namalowane na jednym z budynków w Detroit, spełnia warunki definicji utworu w rozumieniu przepisów o prawie autorskim i prawem tym jest chronione. – Sprawa wykorzystania graffiti jako wzoru na sukience znalazła swój finał w sądzie i zakończyła się ugodą – dodaje. Mgr Żaneta Lerche-Górecka, absolwentka prawa, wyjaśnia natomiast, o co trzeba zadbać, gdy tworzy się własną markę i jakie korzyści płyną z rejestracji znaku towarowego. Jak wyjaśnia współautorka, wiele firm próbuje tworzyć łudząco podobne logotypy do tych, które stały się nieodłącznym symbolem światowych gigantów. Czasem usuwane lub dodawane są drobne elementy, na przykład nowa firma odzieżowa może próbować w swoim logo wykorzystać grafikę pumy szykującej się do skoku, lecz pozbawionej ogona. Taki znak towarowy nie może zostać zarejestrowany, gdyż swoim wyglądem przypomina logo marki Puma. – Rozpoznając marki, kierujemy się ogólnym, wizualnym wrażeniem. Możemy to zresztą łatwo sprawdzić. Zachęcam każdego, aby spróbował z pamięci narysować np. logo firmy Apple Inc. Kto z nas pamięta wszystkie szczegóły tak dobrze przecież znanego znaku? Z której strony jabłko jest nadgryzione, czy ma dorysowany ogonek albo listek, jaki jest kolor owocu… Dlatego właśnie nowe znaki towarowe nie mogą być łudząco podobne do tych, które już zostały zarejestrowane – tłumaczy mgr Żaneta Lerche-Górecka. Paweł Jasiński, student V roku prawa na WPiA tłumaczy z kolei, czym są utwory zależne, na ile możemy sobie pozwolić, opracowując cudzy utwór i jaka jest różnica między nielegalnym kopiowaniem, a cytowaniem, parodiowaniem czy karykaturowaniem dzieł objętych ochroną prawa autorskiego. Prof. Katarzyna Grzybczyk wyjaśnia natomiast, kogo zgodnie z prawem autorskim można nazwać twórcą i radzi, co należy zrobić w sytuacjach, gdy naruszyliśmy cudze prawa w internecie, bądź gdy ktoś nielegalnie wykorzystał nasze dzieło. – Podajemy wprawdzie wiele przykładów działań naruszających cudze prawa autorskie. Wystarczy jednak podstawowa wiedza w tym zakresie, by uniknąć kolizji z prawem, co również staraliśmy się pokazać w poradniku. Wbrew pozorom więcej nam w internecie wolno robić, niż nie wolno – podsumowuje redaktor naukowa publikacji. Źródła zdjęć (jeśli nie podano inaczej): Autorzy publikacji: dr hab. prof. UŚ Katarzyna Grzybczyk, Weronika Bednarska, Maryla Bywalec, Paweł Jasiński, Paweł Jędrysiak, Żaneta Lerche-Górecka, Łukasz Maryniak, Kacper Obara, Alicja Przybyło, Bartosz Pudo, Karolina Rybak oraz Natalia Święch-Czech. „Gazeta Wyborcza. Katowice” – „Studenci przestrzegają vlogerów, gamerów i instagramowiczów” (14. 03. 2018) Autor: Jerzy Kowalski Negatywne opinie, komentarze, czy inne pomawiające treści, publikowane na forach internetowych, w mediach społecznościowych, oraz opiniotwórczych portalach internetowych, stały się plagą polskiego Internetu. Jako firma zajmująca się Ochroną Wizerunku w Internecie, otrzymujemy często desperackie prośby o pomoc w usuwaniu negatywnych opinii, komentarzy i innych treści z Internetu (<- kliknij aby dowiedzieć się więcej o usłudze). Tego typu zapytania, zdarzają się nam ostatnimi czasy z coraz większą częstotliwością, i dlatego właśnie postanowiłem napisać kilka słów na naszym blogu, na temat problemu z negatywnymi opiniami w Polskim Internecie. Przy okazji spróbuję także uzmysłowić naszym czytelnikom, jak ważny jest monitoring internetu , dzięki któremu możemy szybko i skutecznie przeciwdziałać rozpowszechnianiu się negatywnego wizerunku w Internecie. Problem z negatywnymi opiniami w Internecie W mojej opinii, problem z negatywnymi treściami, publikowanymi przez tzw. „hejterów” w Internecie, wynika bezpośrednio z braku jednoznacznych regulacji prawnych, w zakresie usuwania negatywnych opinii, komentarzy i innych tego typu pomawiających wpisów z internetu. Brak należytych regulacji w tym zakresie, przekłada się bezpośrednio na opieszałość, oraz brak należytych reakcji na wezwania do usunięcia treści, jakie zdesperowani właściciele pomawianych firm, kierują do administracji for oraz „opiniotwórczych” portali internetowych. Ciche przyzwolenie osób zarządzających tego typu stronami www, na obsmarowywanie za ich pośrednictwem firm, instytucji (oraz osób prywatnych!), prowokuje z kolei kolejnych hejterów, i tak nakręca się cała ta „internetowa spirala nienawiści”. [box type=”info”]Także masz problem z negatywnymi opiniami, komentarzami, lub innymi tego typu pomawiającymi treściami opublikowanymi w Internecie? Skontaktuj się z nami już teraz, a my w ciągu 24 godzin, zaproponujemy skuteczne rozwiązanie Twojego problemu wizerunkowego.[/box] Negatywna opinia w Internecie Warto zacząć od tego, że dobry wizerunek firma buduje latami, a pojedynczy negatywny wpis, opinia, czy komentarz, może ją zniszczyć zaledwie w kilka sekund. Każdy kto chce zaszkodzić reputacji danej firmy, podejmując minimalny wysiłek, może po wielokroć dodawać negatywne treści na forum internetowym czy też portalu z opiniami, i niestety w zdecydowanej większości przypadków nikt tych negatywnych opinii w żaden sposób nie weryfikuje pod kątem faktów. Dlatego niejednokrotnie zdarza się, że publikowane w internecie informacje, przedstawiają całkiem dobre firmy, wyłącznie w negatywnym świetle, drobne wpadki pracodawców lub obsługi klienta są znacznie wyolbrzymione, a przypisywane firmie zarzuty są stronnicze lub nawet zwyczajnie wymyślone. Wiele z publikowanych w Internecie negatywnych opinii, komentarzy, czy innych treści to zwykłe pomówienia konkurencji, lub też złośliwość byłych (lub obecnych!) pracowników. Ze statystyk prowadzonych przez naszą firmę wynika, iż ponad połowa publikowanych w siec negatywnych opinii to pomówienia konkurencji, lub też złośliwość byłych (lub obecnych!) pracowników danej firmy. W takich przypadkach negatywna opinia jest często orężem obusiecznym – gdy pomawiana osoba zorientuje się kto stoi za umieszczeniem negatywnego wpisu (a internet wbrew pozorom, nie jest anonimowy!), często rewanżuje się także publikując negatywne opinie. Tworzy się więc zamknięte koło wzajemnych nieprawdziwych oskarżeń, wyrażanych w coraz to bardziej dosadnych wpisach, które to w konsekwencji wyniszcza obie firmy, i niejednokrotnie prowadzi strony konfliktu na drogę postępowania sądowego. O ile bowiem dodanie negatywnego wpisu nie stanowi problemu, o tyle już jego usunięcie (nawet przez samego autora) może stanowić nie lada problem. Warto więc zastanowić się przed opublikowaniem złośliwej negatywnej opinii dotyczącej konkurencji, ponieważ tylko kwestią czasu jest aby negatywne skutki tego wpisu dosięgły także jego autora. Siła negatywnych opinii w Internecie Duża część przedsiębiorców nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia jakie niosą negatywne opinie, komentarze, i inne tego typu pomawiające treści publikowane w Internecie, dla wizerunku firmy, a w konsekwencji dla jej funkcjonowania oraz dochodów. Negatywny wpis opublikowany na dużym portalu horyzontalnym, na blogu, w social mediach, lub forum internetowym, z czasem pozycjonuje się w sposób samoistny, i zacznie wyświetlać w wynikach wyszukiwania Google (być może nawet powyżej linku kierującego do strony firmowej!). W konsekwencje negatywnego wizerunku w TOP10 Google, firma może stracić wielu potencjalnych klientów oraz kontrahentów, co z czasem doprowadzi ją do skraju bankructwa! [box]Według ankiety przeprowadzonej przez ChannelAdvisor: 92% konsumentów czyta opinie w Internecie, 75% Internautów ufa informacjom znalezionym w Internecie, 40% z nich twierdzi, iż opinie znalezione w Internecie były decydującym czynnikiem wpływającym na zakup.[/box] Powyższe dane mówią więc same za siebie – przedsiębiorca nie może lekceważyć negatywnych opinii, komentarzy i innych ponawiających treści, publikowanych na temat jego firmy w Internecie, i winnien czym prędzej takie wpisy neutralizować: usuwać, lub depozycjonować. Dlaczego tak trudno pozbyć się negatywnych opinii z Internetu? Tak jak już wspominałem, administratorzy portali udostępniających opinie, są pod względem ich usuwania często opieszałe. Osoby odpowiedzialne za content na stronie, niechętnie godzą się na usunięcie negatywnych wpisów, ponieważ ich portale zostały stworzone właśnie w celu, zamieszczania tego typu (przeważnie negatywnych) treści. Gdyby więc administratorzy usuwali każdy negatywną opinię, komentarzy czy inną pomawiający wpis na życzenie, to cała koncepcja istnienia portali „opiniotwórczych” nie miała by przecież sensu. Dlatego admini negatywnych opinii usuwać nie chcą, i zazwyczaj w maksymalny sposób próbują to utrudniać osobie zgłaszającej wątpliwości do do danego wpisu, lub po prostu nie zwracają uwagi na prośby/wezwania do usunięcia treści. Niektóre portale zarabiają wręcz na negatywnych wpisach, i zdarzają się więc propozycje, iż pomawiany przedsiębiorca w odpowiedzi na swoje zgłoszenie, otrzymuje ofertę usunięcia negatywnego wpisu/opinii (w zamian za wysoką gratyfikacje pieniężną, lub też możliwość wykupienia „abonamentu” ochronnego). Z doświadczenia dodam, że większość for internetowych, grup dyskusyjnych czy portali opiniotwórczych, nie udostępnia kontaktowego numeru telefonu, a jeśli nawet podaje takowy, to przeważnie i tak nikt telefonu nie odbiera. Pozostaje nam więc korespondencja mailowa lub listowna, i czekanie na odpowiedź administratora witryny, który zazwyczaj nie kwapi się do udzielenia odpowiedzi w sprawie negatywnej opinii. Zdarza się jednak, iż w przypadku niektórych portali opiniotwórczych, nie ma nawet możliwości kontaktu w formie mailowej, czy jakiejkolwiek innej (portal zarejestrowany jest pod fikcyjnym adresem, gdzieś poza granicami UE). Pozostaje nam wówczas zgłoszenie sprawy do prokuratury, z nadzieją, iż śledczym uda się ustalić dane administratora witryny – co niestety nieczęsto się zdarza. [box type=”info”]Także masz problem z negatywnymi opiniami, komentarzami, lub innymi tego typu pomawiającymi treściami opublikowanymi w Internecie? Skontaktuj się z nami już teraz, a my w ciągu 24 godzin, zaproponujemy skuteczne rozwiązanie Twojego problemu wizerunkowego.[/box] Co zrobić aby usunąć negatywny wpis z internetu? Teoretycznie aby usunąć negatywny wpis, opinię, czy komentarz, należy skontaktować się z administracją witryny, na której pomawiająca wpisy zostały opublikowane. Procedury określone przez Ustawodawcę wymagają, aby zgłoszenia dokonać w formie wiarygodnej wiadomości. Najlepiej więc uzasadniając prośbę o usunięcie negatywnej treści, powołać się na obowiązujące przepisy prawa, lub na niezgodność z regulaminem danego serwisu. Dla uwiarygodnienia wezwanie, dobrze jest także wyjaśnić szczegółowo okoliczności, towarzyszące opublikowaniu danego negatywnego wpisu. Usuwanie negatywnych treści, może wydawać się więc stosunkowo proste, niestety takie nie jest… W praktyce usuwanie pomawiających opinii, komentarzy, czy innych treści, jest często proces długotrwałym i niezbyt nieprzyjemnym dla zgłaszającego. Przyczyny takiego stanu rzeczy, starałem się wyjaśnić powyżej w akapicie zatytułowanym „Dlaczego tak trudno pozbyć się negatywnych opinii z Internetu?”. Aby więc osiągnąć zamierzony cel, i usunąć pomawiającą opinię, należy uzbroić się w duże zasoby cierpliwości. Co jeszcze mogę zrobić aby usunąć negatywny wpis z internetu? Możliwość zgłoszenie negatywnej treści do administracji serwisu, nie wyczerpuje oczywiście możliwości pomawianego podmiotu. Można także skierować sprawę na drogę postępowania sądowego, ale ze względu na wspominaną już przeze mnie, niedoskonałość prawa w tym zakresie, a także opieszałość polskich sądów, należy się spodziewać długiego (nawet wieloletniego) procesu sądowego, który nie zawsze przyniesie oczekiwany rezultat. W czasie, w którym sprawa będzie „zalegała” w sądzie, ze względu na widoczność pomawianych opinii w wynikach wyszukiwania, firma może ponieść poważne, często nieodwracalne już straty wizerunkowe, które mogą czasem decydować wręcz o „być albo nie być” oczernionej firmy na rynku. Sprawę usunięcia negatywnych wpisów można także zlecić firmom zajmującym się wizerunkiem w Internecie (takim jak nasza 😉 ), które dzięki doświadczeniu oraz odpowiedniemu zapleczu kadrowo-informatyczno-prawnemu, szybko i skutecznie uporają się z kryzysem wizerunkowym. Jeśli więc Twoja firma ucierpiała na skutek negatywnej opinii, komentarza, czy innej tego typu oczerniającej treści – skontaktuj się z nami, a my szybko pomożemy uporać się z problemem wizerunkowym. Zarówno internet, jak i obecne w nim zagrożenia, podlegają ciągłym zmianom. Właśnie dlatego, bezpieczeństwo w sieci wymaga stworzenia w miejsce prostych “do’s and don’ts", odpowiedniego zbioru zachowań. Sophos prezentuje trzy pytania, które powinniśmy sobie zadać poruszając się w internecie - niezależnie od tego, czy przeglądamy strony, wyrażamy zgodę na warunki użytkowania, zamieszczamy zdjęcia czy po prostu sprawdzamy skrzynkę mailową. Bezpieczeństwo w internecie nigdy nie jest całkowite – zarówno zagrożenia, jak i korzyści z nim związane, zmieniają się praktycznie z dnia na dzień. Podobnie dzieje się z najpopularniejszymi platformami, stronami i serwisami - sam Facebook ma dopiero 10 lat, a już przez niektórych uznawany jest wręcz za “oldschoolowego”. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku innych serwisów - przed 2006 rokiem nie mogliśmy doradzać w zakresie bezpieczeństwa na Twitterze, przed 2009 zapoznawać użytkowników z WhatsApp, przed 2010 dostarczać wskazówek odnośnie Instagrama, a przed wrześniem 2011 roku tłumaczyć dlaczego z obietnicami Snapchata jest coś nie tak. Innymi słowy, bycie bezpiecznym w sieci to nie cel, a raczej długa droga do jego osiągnięcia. Właśnie dlatego, Sophos chce faktycznie pomagać w byciu bezpieczniejszym, zamiast ostatecznie stwierdzać co zrobić, aby tak było. Zamiast proponowania listy prostych wskazówek, postaramy się więc być bardziej opisowi. Zamiast mówienia co należy robić, chcemy przedstawić trzy pytania, które warto sobie zadać za każdym razem, gdy chcemy wypróbować w sieci coś nowego: Z kim rozmawiam? Co mówię? Czy ma to wpływ na innych? Nie chodzi nam o to, by w ogóle nie korzystać z usług lokalizacyjnych, czy nie dzielić się prywatnymi informacjami na forach i nie dodawać zdjęć grupowych. Niemniej jednak, są to doskonałe przykłady codziennych zachowań w internecie, których zazwyczaj nie poprzedza żadna refleksja. Większość danych takich jak informacje o zachowaniach, zainteresowaniach czy lokalizacji użytkowników ma swoją wymierną wartość. Warto zastanowić się czy chcemy/musimy dzielić się nimi z całym światem – mówi Piotr Oleksy, Wiceprezes ds. Programowych Fundacji Bezpieczniej w Sieci. Nawet jeśli dzisiaj fakt, iż wszystkie informacje na nasz temat można znaleźć w sieci, nie ma dla nas znaczenia, może się to szybko zmienić. Warto przy tym pamiętać, że rzeczy raz wprowadzone do internetu, nie znikają stamtąd nigdy, a programy kompleksowo analizujące nasze profile dziś i w przyszłości, niekoniecznie muszą być wyczulone na kontekst czy konwencję. Usługi lokalizacyjne PozytywneKiedy jesteś w grupie turystów, która rozdziela się podczas zwiedzania – możliwość śledzenia swoich ruchów w czasie rzeczywistym ułatwia odnalezienie współtowarzyszy. UciążliweMarketerzy uwielbiają wiedzieć gdzie jesteś i zarzucać cię reklamami, np. sklepu, obok którego właśnie przechodzisz. NiebezpieczneMożesz informować złodziei, oszustów lub stalkerów, kiedy jesteś poza domem i jest pusty, albo kiedy twoje dzieci są same. iele systemów operacyjnych, urządzeń mobilnych oraz usług online ma domyślnie włączoną opcję lokalizacji. Naucz się kontrolować w jaki sposób i kiedy udostępniasz swoją lokalizację i nie czuj się zobowiązany do uruchamiania tej usługi, nawet wtedy, gdy aplikacja lub system operacyjny obiecuje lepsze rezultaty. W praktyce, możesz bowiem pozwalać całemu światu na śledzenie swojego każdego ruchu. Przejdź przez wspomniane trzy pytania i rozważ wykorzystanie lokalizacji przez poszczególne aplikacje, których używasz. W razie jakichkolwiek wątpliwości, nie udostępniaj danych. Zainteresowania i hobby PozytywnePrzyjemność dzielenia się zainteresowaniami z ludźmi o podobnym sposobie myślenia. UciążliweMarketerzy mogą wykorzystać twoje zainteresowania, aby doprecyzować twój profil reklamowy i zaproponować dodatkowe oferty i usługi. NiebezpieczneOszuści i stalkerzy mogą opracować bardziej trafną i szczegółową charakterystykę twojej osoby, co zwiększa efektywność ewentualnych ataków. Dzielenie się informacjami na temat stylu życia jest tak samo ryzykowne jak jego otwarto prowadzenie - przynajmniej dopóki informujesz o kwestiach, które powinny pozostać prywatne. W końcu, jeśli lubisz jazdę rowerową, pewnie wszyscy twoi rowerowi znajomi wiedzą już, jaki masz rower i znają twoje ulubione trasy. Nie ma w tym nic złego. Niemniej jednak, warto wystrzegać się dzielenia z całym światem informacjami przeznaczonymi dla najbliższych, zaufanych przyjaciół czy rodziny. W innym wypadku, oszust może dowiedzieć się o tobie wystarczająco dużo, aby odgadnąć twoje hasła, odpowiedzieć na "pytania bezpieczeństwa" na stronach internetowych i w systemach bankowych, lub nakłonić innych do myślenia, że dobrze cię zna i należy do grona twoich zaufanych znajomych. Przejdź przez wspomniane trzy pytania i raz jeszcze rozważ dzielenie się osobistymi informacjami. W razie jakichkolwiek wątpliwości, nie udostępniaj danych. Dodawanie zdjęć grupowych PozytywneZapis wspólnych wydarzeń i doświadczeń to część zabawy, a poza tym źródło przydatnych informacji. UciążliweAgencje social mediowe mogą je wykorzystać i niemal całkowicie opisać twoją sieć kontaktów oraz zależności, dzięki rozpoznawaniu twarzy i tagowaniu. NiebezpiecznePodmioty zajmujące się inwigilacją są w stanie zbudować twoje pełne dossier wyłącznie na podstawie publicznie dostępnych informacji. Pamiętaj, że możesz znaleźć się "w internecie", nawet jeśli nigdy w życiu nie miałeś do niego dostępu. Dzieje się tak, ponieważ większość użytkowników udostępnia na portalach społecznościowych zdjęcia, na których znajdują się też inne osoby, nie zastanawiając się czy inni mają na to ochotę, nie wspominając nawet o pytaniu się o zgodę. Tak więc, gdy jeden z twoich znajomych lub członek rodziny wyjmuje aparat, nie bój się spytać co planuje zrobić ze zdjęciem lub przyznać, że nie masz ochoty, żeby się na nim znaleźć. Zawsze możesz też zaoferować, że to właśnie ty zrobisz zdjęcie. Upewnij się również co do tła: nie powtórz klasycznej wpadki "księcia Williama", sfotografowanego w biurze RAF z nazwą użytkownika i hasłem widocznym na tablicy znajdującej się za nim. Odpowiedz na nasze trzy pytania i sam zdecyduj czy warto dodawać dane zdjęcie. W razie jakichkolwiek wątpliwości, nie udostępniaj danych.

czego nie ma w internecie